PORTAL SPOŁECZNOŚCIOWY
MIESIĘCZNIK "KATECHETA"

(36) Św. Paweł pisze Drugi List do Koryntian

 
      Śladami Apostoła Narodów (36)
    Św. Paweł pisze Drugi List do Koryntian
 
Doprawdy trudno zrekonstruować, co stało się w Koryncie po tym, jak wspólnota otrzymała Pierwszy List, skierowany do niej przez apostoła Pawła. Ale sytuacja stawała się, niestety, coraz bardziej skomplikowana. Po krótkiej, zapowiedzianej w Pierwszym Liście, wizycie u mieszkańców Koryntu (zob. 4,18 n.), św. Paweł zamierzał ponownie odwiedzić tę gminę. I to właśnie w tym czasie pewna część wspólnoty korynckiej zaczęła zdecydowanie podważać autorytet Apostoła, co sprawiało mu, rzecz jasna, wielką przykrość.
W tym kontekście Apostoł Narodów odwołał powziętą już decyzję ponownego udania się do Koryntu, postanawiając zamiast tego napisać list. Pisał go w głębokim smutku i we łzach. Podczas gdy Tytus nie tylko dostarczył List wiernym Koryntu, ale wracał z tego miasta z pomyślnymi wiadomościami, Paweł z niecierpliwością oczekiwał na niego – najpierw w Troadzie, a następnie w Macedonii. Niestety, ten List nie przetrwał do naszych czasów, a szkoda, bo moglibyśmy dowiedzieć się, jakich argumentów użył Autor wobec tych, którzy podważali jego autorytet.
W gminie korynckiej zapanował zatem znowu porządek. W tym nowym, pomyślniejszym już, kontekście Paweł postanowił – a było to prawdopodobnie w Macedonii pod koniec 57 r. – napisać kolejny list, zwany dzisiaj Drugim Listem do Koryntian, by usunąć resztki jakichkolwiek nieporozumień i wyjaśnić, dlaczego zmienił swą decyzję przybycia do Koryntu.
List ten stanowi jedno z najbardziej osobistych pism Pawła i dostarcza najwięcej wiadomości o życiu Apostoła, zarówno tym zewnętrznym, jak i wewnętrznym.
„Bóg mi świadkiem, że w tym, co do was mówię, nie ma równocześnie «tak» i «nie». Syn Boży, Chrystus Jezus, Ten, którego głosiłem wam ja i Sylwan, i Tymoteusz, nie był «tak» i «nie», lecz dokonało się w Nim «tak». Albowiem ile tylko obietnic Bożych, w Nim wszystkie są «tak». Dlatego też przez Niego wypowiada się nasze «Amen» Bogu na chwałę” (1,18-20).
„A napisałem to, aby nie doznać podwójnego smutku, gdy przybędę do tych, od których winienem doznawać radości; zresztą jestem przeświadczony co do was wszystkich, że moja radość jest także waszą radością. Pisałem bowiem do was, będąc w wielkiej rozterce i ucisku serca, wśród wielu łez, nie po to, aby was zasmucić, lecz żebyście wiedzieli, jak tym bardziej was miłuję” (2,3-4).
„Jestem bowiem o was zazdrosny boską zazdrością. Poślubiłem was przecież jednemu mężowi, by was przedstawić Chrystusowi jako czystą dziewicę. Obawiam się jednak, ażeby nie były odwiedzione umysły wasze od prostoty i czystości wobec Chrystusa w taki sposób, jak w swojej chytrości wąż uwiódł Ewę” (11,2-3).
We wspólnotach, które założył apostoł Paweł, pojawiali się wierzący, którzy byli przyczyną jego wielkich duchowych cierpień. Wystarczy wspomnieć niektóre wydarzenia z pobytu Apostoła Narodów w Antiochii, Tesalonice, Filippi, Efezie i Koryncie. Żadna z tych wspólnot nie odpowiadała w pełni na jego oczekiwania i nie było żadnej gminy, na którą mógłby patrzeć jedynie z dumą i zadowoleniem. Obok wielu rzeczy pozytywnych, napawających optymizmem, łatwo dostrzegał on postawy dalekie od nauki, którą z takim zapałem głosił. Było to dla Apostoła nigdy nie wyczerpującym się źródłem duchowych udręk, świadomości odnoszonych klęsk i niepowodzeń, a to z kolei wywoływało u wrażliwego Pawła bardzo ludzkie, również zewnętrzne, reakcje, jak choćby łzy, które obficie płynęły z jego oczu.
Wiedział, że podziały, jakie powstawały w tych wspólnotach, nie zgadzały się z Bożym planem, wedle którego Kościół ma ukazywać jedność organiczną żywego ciała. Wiedział, że u wielu chrześcijan nie ma szczerości wobec samych siebie, wobec bliźnich, a przede wszystkim wobec Boga; że dla wielu z nich „nie” oznacza w tym samym czasie „tak” i odwrotnie; że żyją w jakimś głębokim zakłamaniu. Aż trudno uwierzyć, jak te kwestie i dawane przez Apostoła wyjaśnienia były w ciągu wieków i pozostają do dzisiaj aktualne! Pisma apostoła Pawła nie przestają targać naszymi sumieniami, prowokują do głębokiej refleksji, inspirują artystów i poetów.
W „Mojej piosnce” wrażliwy Cyprian Kamil Norwid pisze o tęsknocie za rodzinnym krajem i za ludem, który pozostawił w ojczyźnie. Wyraża przekonanie, że tam, gdzie się aktualnie znajduje, panuje duże zakłamanie, wiele słów straciło swoje właściwe znaczenie:
 „Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,
Do tych, co mają tak za tak – nie za nie –
Bez światło-cienia…
Tęskno mi, Panie…”.
Jednocześnie Apostoł Narodów miał głęboką świadomość towarzyszącej mu łaski i, mimo piętrzących się trudności zewnętrznych i wewnętrznych, nie ustawał w drodze. Jakże nie przytoczyć tutaj słynnych słów z Drugiego Listu do Koryntian, które wyrażają pewien paradoks posługi apostolskiej: „Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz Pan mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa” (2 Kor 12,7-9).
Pamiętajmy o tych słowach Apostoła Narodów, gdy czasem wydaje się nam, że nie mamy żadnej z cech, które dzisiaj są w modzie i które mogłyby nam pomóc w osiąganiu sukcesów w takiej czy innej dziedzinie. Świadomość bowiem takiej czy innej słabości może być – podobnie jak w przypadku Pawła – kanałem, przez który otrzymujemy od Pana łaski, konieczne dla naszego życia i rozwoju duchowego.
ks. Waldemar Turek

Radio Watykańskie, Magazyn we wtorek 14/04/2009

 

© 2008 Diecezja Płocka