PORTAL SPOŁECZNOŚCIOWY
MIESIĘCZNIK "KATECHETA"

Wychowanie w katechezie - Elżbieta Brzeska-WalczakWalczak, katechetka z Zespołu Szkół Centrum Edukacji oraz z Zespołu Szkół Budowlanych w Płocku

 

Wychowanie w katechezie


 

Opracowała Elżbieta Brzeska-Walczak, katechetka z Zespołu Szkół Centrum Edukacji oraz z Zespołu Szkół Budowlanych w Płocku. Referat został wygłoszony na spotkaniach dla katechetów szkół ponadgimnazjalnych w Ciechanowie i Płocku w dniach 14 - 15 listopada 2007 r.

Wychowanie to niezwykle aktualny temat w Polsce i na świecie. Wiele osób zadaje sobie pytanie: Jak jest z wychowaniem uczniów na katechezie i jak właściwie powinno być. Jestem nauczycielem – katechetą. Katechizuję od 13 lat młodzież Zasadniczej Szkoły Zawodowej, młodzież uczącą się w technikum i LO. Jestem wychowawczynią klasy II technikum i mamą dwóch nastolatków. Zrobiłam tę osobistą prezentacje nie dlatego, by mówić o swojej wszechstronności, ale by podzielić się doświadczeniami, które zdobywam w codziennej pracy w szkole wśród zróżnicowanego podmiotu, który nauczam i by poszukać rozwiązań, które pomogą katechetom w trudnej sztuce wychowania młodego człowieka.

Na wstępie postaram się odpowiedzieć na podstawowe pytania: Co to znaczy wychowanie? Czy wychowanie należy nadal obok kształcenia do podstawowych zadań szkoły?

Wychowanie kojarzy się najczęściej z umoralniającymi pogadankami tzw. urabianiem osoby wychowanej według szczegółowego, z góry określonego wzoru. Wychowanek często jest „przedmiotem oddziaływań wychowawczych”, wobec którego stosuje się różne zabiegi, techniki. W wychowaniu punktem wyjścia jest prawda o wartościach moralnych, którą wychowawca sam uznaje i którą stara się ukazywać wychowankowi. Ten poznając, ją przyjmuje za własną i zaczyna świadomie realizować w swoim życiu. Doskonalenie siebie jest procesem trwającym całe życie. Człowiek na początku potrzebuje w tym pomocy, ale z czasem powinien usamodzielnić się. Wychowanie jest więc pomocą w rozwoju. Jest tym, co dzieje się między wychowawcą a wychowankami i zależy od obydwu stron.

Jan Paweł II pisał, że „wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji Prawdy”. Posługując się tym pięknym porównaniem stwierdzam, że kształcenie i wychowanie w szkole, na katechezie są jak dwa skrzydła, na których uczeń i nauczyciel unoszą się ku kontemplacji Prawdy, Dobra, Miłości.

Do zadań szkoły należy kształcenie sprawności intelektualno – duchowych uczniów, gdyż mają one niezwykle doniosły wpływ na przyszłe życie. Życie bowiem bardzo często stawia ludzi przed szeregiem różnego rodzaju zadań, które tylko sprawny i elastyczny umysł może rozwiązać. Dlatego więc szkoła musi przede wszystkim o ten rozwój dbać i powinna w swym programie uwzględnić wartość wychowania. Wartość ta kształtuje razem z nauczaniem pełną dojrzałość i postawę wychowanka.

Jest wychowawcą młodzieży, ale także tym konkretnym wychowawcą klasy x czy y, gdzie ma bezpośredni i stały kontakt z młodzieżą i Najpierw dobrze byłoby przypomnieć sobie w jakie konkretne obszary życia szkolnego (oprócz lekcji) włącza się nauczyciel – katecheta i – twierdzę  z całym przekonaniem – robi to zupełnie dobrze.

Nauczyciel katecheta nie stoi na uboczu, ale jest ważnym ogniwem Rady Pedagogicznej.

ich rodzicami. Jest więc członkiem Komisji czy Zespołu Wychowawców. Współtworzy Program wychowawczy szkoły w oparciu o chrześcijańskie wartości. Może być opiekunem Samorządu Uczniowskiego lub nawet Szkolnym Rzecznikiem Praw Ucznia. Jest członkiem Komisji Przedmiotów Humanistycznych i realizuje niezwykle ważny element nauczania i wychowania w oparciu o ścieżki międzyprzedmiotowe. Prowadzi koła zainteresowań. Organizuje życie religijno – kulturowe szkoły. Wyjeżdża na wycieczki z nauczycielami i uczniami. Tworzy własne programy, profilaktyczno, wychowawcze.  Łączy pracę w szkolę z pracą w parafii. Lista owych przedsięwzięć mogłaby być dużo dłuższa i każdy katecheta pewnie taką rozpiskę posiada.

Katecheza jako przedmiot specyficzny, ma w szkole również szczególną rolę do spełnienia. Z przekonaniem stwierdzam, że w dziedzinie wychowania, oczekiwania wobec katechety i katechezy są wyższe. Tu chciałabym wytłumaczyć, co to znaczy: wyższe wymagania wobec katechety w dziedzinie wychowania. Najprościej będzie posłużyć się przykładem: młodzież uczęszczająca na lekcje religii to nie tylko młodzież wierząca, ale także uczniowie z ateistycznych rodzin, młodzież która jest na katechezie, bo ich ateistyczni rodzice i oni sami życzą sobie, by były wychowane zgodnie z wartościami chrześcijańskimi. Można wnioskować, że uczniowie przychodzą nie tylko po wiedzę, ale przede wszystkim po wychowanie. Wychowanie staje się więc pojęciem nadrzędnym.

W rozważaniach o szkole zawsze posługujemy się takimi terminami jak: kształcenie, nauczanie, uczenie się, edukacja, wychowanie, kształtowanie, formowanie. Znaczenia tych pojęć są z pewnością różne, natomiast niewątpliwie istnieje między nimi relacja.

Interesujące nas wychowanie zawiera w sobie treści pozostałych terminów. Odpowiednikiem wychowanie jest formacja, oznacza ona (za Heglem) kształtowanie duchowości wychowanka przez nauczyciela (lub przez rodzica) na podstawie rozpoznanych jego własnych zadatków wewnętrznych i oddziaływanie ze światem zewnętrznym. Formacja to taki rodzaj wychowania, który gwarantuje uformowanie człowieka doskonałego, tzn. człowieka o wewnętrznej harmonii ciała i duszy. Każdy katecheta bardzo chciałby i życzyłby sobie, aby taką formację osiągnęli pod jego czujnym okiem katechizowani.

Mam świadomość, że w szkole ponadgimnazjalnej otrzymujemy uczniów 15 – 16 letnich, gdzie zamierzone oddziaływanie środowiska społecznego, już trwa 15 – 16 lat. Właśnie katecheta szkoły ponadgimnazjalnej z takim „materiałem” będzie pracował przez 3 czy 4 lata.

Ten 15 – 16 letni uczeń pod wpływem środowiska, w którym funkcjonuje, a więc rodziny, obyczajów, religii, kontaktów społecznych przechodzi fazę tzw. wychowania naturalnego. Równocześnie odbywa proces samowychowania, czyli indywidualnego działania na siebie samego. Przedszkole, szkoła podstawowa, gimnazjum i szkoła ponadgimnazjalna (dodatkowo internaty, ośrodki opiekuńczo – wychowawcze) podejmują wychowanie instytucjonalne.

W związku z powyższym rodzi się pytanie: jaka jest rzeczywista praca wychowawcza z 15, 16, 17 czy 18 latkiem w szkole na katechezie?

Warto dodatkowo przytoczyć wyniki niektórych badań. Polska młodzież według sondażu CBOŚ-u nie napawa optymizmem.
50 %     ankietowanych uważa, że nie ma szans na lepsze życie,
50 %     ankietowanych wiąże przyszłość z wyjazdem za granicę,
30 %     młodzież regularnie paląca papierosy,
15 %     regularnie pije piwo,
z 5 % do 24 % wzrosła liczba uczniów eksperymentujących z narkotykami.

Czy w takiej sytuacji uda się. katechetom zaistnieć wobec prawie dorosłej osoby i być prawdziwym wychowawcą, może autorytetem? Czy pozostaje tylko rozłożyć ręce i uprzejmie przeczekać trzy lata pobytu ucznia w naszej szkole (nie działając na szkodę własną i ucznia)? Jeśli wybierzemy opcję drugą tzn. powiększymy grono wychowawców – nauczycieli wypalonych zawodowo, traktujących swoją pracę w kategoriach zawodu i tylko zawodu, nie wymagających ani od uczniów ani od siebie, biernych, godzących się na rzeczywistość i usprawiedliwiających się powtarzającym się sloganem „Żyjemy w takim świecie” albo co gorsze „Dzisiejsza młodzież taka już jest, nic tu nie zmienię”.

W „Gazecie Wyborczej” natrafiłam na artykuł zatytułowany „Czy szkoła jeszcze wychowuje?” Tytuł – trzeba przyznać - bardzo śmiały. Treść artykułu dotyczyła niewłaściwych postaw wychowawczych nauczycieli, którzy nie uczą żadnych norm postępowania, zostawiają dzieciom zbyt dużą swobodę albo odwrotnie są zbyt rygorystyczni, wymagający, a ich jedynymi metodami wychowania są krzyk, poniżanie lub po prostu apatia i zobojętnienie. Tacy nauczyciele nie zauważają agresji wśród młodzieży, czy dzieci odizolowanych od grupy itd. Z tymi trudnościami szkoła nie może sobie poradzić, bo klasy są zbyt liczne, lekcje, co godzina odbywają się w innych miejscach, przerwy za krótkie, przeciążony program nauczania itd.

Jeśli nie wywołują w nas emocji pojawiające się w mediach tytuły tj. „Kolejna stracone pokolenie bez marzeń i perspektyw”, „Szkoła wychowuje... zwierzęta”, „Religia – pokorne tłumaczenie się z nieobecności na Mszy Św.” itd., wtedy robi się niebezpiecznie, a nawet bardzo źle.

Jak więc otrząsnąć się i sprostać tak trudnemu wyzwaniu jakim jest wychowanie w szkole, na każdej jednostce dydaktycznej, a w naszym przypadku na katechezie? Jak pokazać młodym ludziom, którym często towarzyszy brak perspektyw, że one jednak są, a o ułożeniu sobie życia nie decydują tylko znajomości i układy, ale właśnie zdobyte w szkole kwalifikacje i umiejętności. Jak ukazać hierarchię wartości w świecie zdominowanym przez konsumpcjonizm? Jak nauczyć samodzielnego myślenia i autorefleksji? Czy są to zadania tylko dla heroicznych nauczycieli czy, wręcz przeciwnie, są to cele i wytyczne, które stawia sobie na co dzień każdy nauczyciel, każdy katecheta. Myślę, że nie jest wcale z nami tak źle. Kilkanaście lat katechezy w szkole przywróconej po latach zepchnięcia do sal katechetycznych daje dużo do myślenia. Lata te pozwoliły przygotować wykwalifikowaną kadrę katechetów duchownych, zakonnych i świeckich, którzy z wiernością własnemu powołaniu, z wielkim oddaniem i z wiedzą psychologiczną, pedagogiczną, katechetyczną realizują proces dydaktyczny na lekcji religii. Proces w pełnym tego słowa znaczeniu, oparty na nauczaniu i wychowaniu młodego człowieka. I może – powtórzmy za Janem Pawłem II „nigdy tak bardzo jak dzisiaj wychowanie nie było nakazem życiowym i społecznym, który wymaga zajęcia stanowisko i zdecydowanej woli formowania dojrzałych osobowości. Może nigdy tak jak dzisiaj świat nie potrzebował ludzi, rodzin i wspólnot, które poświęcą się wychowaniu, jako pierwszorzędnemu celowi, oddając bez zastrzeżeń swoje siły, szukając współpracy i pomocy, podejmując próby i odnawiając w sposób twórczy i z poczuciem odpowiedzialności procesy wychowawcze. Być wychowawcą dzisiaj znaczy dokonać życiowego wyboru, godnego uznania i pomocy ze strony tych, którzy sprawują władzę we wspólnotach kościelnych i cywilnych”.

Wychowanie jako nakaz życiowy.

Współcześnie panuje przekonanie, że za wychowanie młodych ludzi odpowiada przede wszystkim dom, rodzina, zaś w drugiej kolejności szkoła, nauczyciele, Kościół. I to jest słuszne przekonanie. W mojej pierwszej pracowni katechetycznej w pierwszych latach pracy na ścianie zawiesiłam cytat wykonany przez uczniów. Treść cytatu:

„Wychowanie dziecka należy rozpocząć
na 20 lat przed narodzeniem;
od wychowania jego ojca i matki”.
Napoleon

Cytat był w miejscu widocznym i kolejni uczniowie przyswajali sobie jego treść. Choć zarówno oni, jak i ja wiedzieliśmy dobrze, że nasze oczekiwania, życzenia, nie zawsze się spełniają, pomimo naszych szczerych chęci. Jeśli dom zawiódł, młody człowiek szuka wzorców postępowania wśród rówieśników i w mediach. Jak to się odbywa - każdy z nas wie. Wystarczy posłuchać na ulicy rozmów młodych ludzi, poobserwować zachowania, przeczytać czasopisma młodzieżowe. Wyjdźmy więc na przeciw potrzebom młodzieży, nadszedł już czas, by młodzi czerpali wzorce i byli kierowani przez rozsądnych rodziców, odważnych nauczycieli, wyważone media oraz wspierani przez Kościół. Potrzebne są konkretne działania.

Zacznijmy więc od własnego podwórka. My katecheci nauczamy katechezy i wychowujemy poprzez katechezę. W jaki sposób?

Pewnie nie ma złotego przepisu. Z wychowaniem na katechezie jest jak jest. Pewnie bardzo różnie. Przeprowadzenie dobrego procesu dydaktyczno – wychowawczego zależy przecież od wielu czynników. Skupiam się na odcinku wychowawczym i chociaż jest on w nieodłącznej symbiozie z nauczaniem, to podkreślę że nauczyciel religii popełnia wielkie wykroczenie, jeśli zatrzymuje sie tylko na przekazywaniu systemu moralnego. Świadomość wzorców etycznych nie daje jeszcze dostatecznej siły, by żyć moralnie. Trudno jest uczniom pogodzić się z narzucaniem gotowego systemu i sposobu postępowania, zwłaszcza jeśli nie są one odpowiednio uzasadnione. W wychowaniu punktem wyjścia jest prawda o wartościach. Wniosek: samo moralizowanie stanowczo nie wystarcza.

Chciałabym podzielić się osobistym doświadczeniem, może trochę nietypowym. Jeszcze przed reformą w szkolnictwie postanowiłam wyjść na przeciw najbardziej zdemoralizowanym młodym ludziom osadzonym w Płockim Zakładzie Karnym. Muszę przyznać, że nie zrobiłam tego całkiem bezinteresownie. Jako początkujący katecheta, pełen zapału i młodzieńczej witalności otrzymałam klasy ZSZ - najtrudniejsze, gdzie młodzież stanowiła tzw. spady ze wszystkich szkół płockich. Były to dzieciaki przerośnięte, z ośrodka opiekuńczo – wychowawczego, z nagannym zachowaniem i zagubionym światem wartości. Zbyt pięknie byłoby, gdybym zasugerowała, że przyjęli mnie z entuzjazmem i słuchali moich lekcji. Było całkiem odwrotnie. I wtedy zrodziła się myśl o ludziach, którzy w pewnym okresie życia przekreślili świat wartości. Chciałam moim uczniom pokazać tych, którzy zatracili poczucie dobra i zła. Pragnęłam także dać coś od siebie, tym którzy popadli w konflikt z prawem. Moje działanie polegało na tym, że wypracowałam program „Wychowanie do wartości”, który zrealizowałam z moimi uczniami. Następnie po wielu próbach udało mi się już tam na miejscu, w zakładzie karnym, poprowadzić zajęcia. Mogłam to robić w Zakładzie Karnym tylko dwa razy do roku, w okresach przedświątecznych. Na efekty trzeba było czekać długo. Już dwanaście lat spotykamy się w tym niezwykłym miejscu. Dziś, po tylu latach znajomości, to oni – osadzeni - przygotowują dla nas lekcje o świecie wartości. Prezentują wieczorki poetyckie i w ten sposób mówią nam o swoim życiu. Wniosek: przestroga dla moich wychowanków, ukazywanie wartości tym, którzy zagubili jej pojęcie.

I drugi przykład: wolontariat. Myślę, że tu nie trzeba dużo się rozwodzić. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że rozbudzenie w młodym człowieku wrażliwości na drugiego człowieka może zaowocować niezwykłymi efektami. Tak też jest w pracy wolontariuszy. Uczniowie nasi pracują w Miejskim Hospicjum, w Świetlicy Osiedlowej i zajmują się podopiekuńczymi w domach prywatnych. Kto więc mówi, że szkoła nie wychowuje?

Niestety, niekiedy wychowanie i rozbudzenie cnót w wychowankach graniczy z cudem. Przypomnijmy: w wychowaniu punktem wyjścia jest prawda o wartościach moralnych, którą wychowawca sam uznaje i którą stara się ukazać wychowankowi. Gdyby teoria zawsze przekładała się na praktykę i gdyby było tak idealnie, nie mielibyśmy sądów, kuratorów, zgłoszeń na policję, kradzieży, rozbojów, narkotyków i innych uzależnień. Znowu posłużę się przykładem. W klasie drugiej przeprowadziłam katechezę pt. „Świat widzialny”. Celem lekcji było zapoznanie uczniów z pojęciem konsumpcjonizmu oraz wytłumaczenie, dlaczego na lekcji religii mówimy o ekologii i wychowaniu do ochrony środowiska. Jako informację zwrotną otrzymałam prosty tekst „ale Pani dziś zamulała”. Przyszłam z tą refleksją do pokoju nauczycielskiego. Po dziesięciu minutach mam znowu ten sam temat w drugiej klasie równoległej. Poprowadziłam podobnie, nie miałam czasu na poprawki i udoskonalenia. Otrzymałam następną informację zwrotną „To był ciekawy temat”. Znowu przyszłam na przerwę z refleksją. Tylko naprawdę nie wiedziałam teraz jaką przygotowałam lekcję: dobrą czy złą. Prosty z życia wzięty przykład; ten sam przekaz może być różnie odebrany. Wniosek: metody zastosowane w klasie x niekoniecznie mogę stosować w klasie y. Chciałabym znaleźć metodę dla klasy y. Nie będzie łatwo. Podsumowując, aby poprawić i uleczyć proces wychowania młodego człowieka, należy najpierw postawić prawidłową diagnozę:

Jak jest z wychowaniem na katechezie?

Po pierwsze:  Nie ma kryzysu wychowania czy wychowanków. Kryzys jest przede wszystkim wśród dorosłych, a więc i wychowawców. Ów kryzys polega przede wszystkim na tym, że stawianie dziś komukolwiek jakichkolwiek wymagań jest sprzeczne z ideologią, ponowoczesności.

Po drugie:      Wielu młodych ludzi obojętnieje na swój los. Wchodzi na drogę uzależnień i rezygnuje z aspiracji życia w miłości i w prawdzie, ponieważ utraciło nadzieję, że może być inaczej.

Po trzecie:     Młodzież ucieka od rzeczywistości w iluzoryczny świat.

Po czwarte: Upowszechnia się mentalności „przegranych wychowawców”.

Po piąte:        Brak odpowiedzialności wychowawcy, a więc wzajemne zrzucanie jej na innych: rodzice na szkołę, szkoła na rodziców.

Jak powinno być z wychowaniem na katechezie?

Wychowawcy powinni świadomie i stanowczo czuwać nad własną dojrzałością oraz dążyć do tego, by być autorytetem dla wychowanków. Powinni, jak uczył Jan Paweł II, od siebie wymagać, chociażby inni od nich nie wymagali.

Zadaniem wychowawców jest bycie znakiem nadziei dla młodych, świadczenie pomocy w odkrywaniu i realizowaniu osobistego powołania uczniów w prawdzie i miłości.

Wprowadzić wychowanków w świat rzeczywistych faktów i uwarunkowań. Uczenie sztuki życia w realnym świecie.

Odpowiedzialność wychowawcza: panowanie nad sobą, cierpliwość, łagodność, wyrozumiałość, konsekwencja, długomyślność, stanowczość, życie w prawdzie i miłości. 

Nabywanie mentalności zwycięzcy w dziedzinie wychowania i cech dobrego wychowawcy tj: dobroć, która czyni z wychowawcy osobę bez reszty oddaną dobru wychowanków, przebywającą wśród nich, gotową do poświęceń i trudów, szczerą, życzliwej, dialogującą. „By nie tylko kochać młodzież, ale aby sama poznała, że jest kochana”.
© 2008 Diecezja Płocka